Zwycięzcę tegorocznego wyścigu Tour of the Alps, Giulio Pellizzariego, Włosi nazywają „una delle promesse piú luminose del ciclismo italiano”. Jest dla nich jedną z największych nadziei na zwycięstwa w wielkich tourach, a pierwsza z szans rozpocznie się już 8 maja, gdy różowy peleton Giro d’Italia wystartuje z Bułgarii.
22-letni Giulio Pellizzari pochodzi z San Severino Marche. Urodził się 21 listopada 2003 roku. Kolarstwo zaczął uprawiać dzięki swojemu ojcu, Achille. Od 2025 roku ściga się w barwach Red Bull BORA-hansgrohe i to właśnie w pierwszym sezonie w nowej drużynie odniósł debiutanckie zwycięstwo w profesjonalnej karierze kolarskiej: wygrał siedemnasty etap wyścigu Vuelta a España z metą na podjeździe Alto de El Morredero.
Pellizzari posiada wrodzone predyspozycje do jazdy w górach i jednocześnie lubi agresywny styl ścigania. Najlepszą wersję samego siebie pokazuje na trudnych, górskich etapach, gdzie popisuje się wytrzymałością i odpowiednim timingiem, a także – co być może najważniejsze – sportową pewnością siebie, która sprawia, że nie obawia się wielkich nazwisk. Świetnym tego dowodem jest wspomniany wyżej triumf w hiszpańskiej Vuelcie.
Te wszystkie cechy wykorzystał w tegorocznej edycji wyścigu Tour of the Alps. Pierwsze zwycięstwo etapowe odniósł drugiego dnia rywalizacji, na etapie do Val Martello, gdzie jako pierwszy finiszował z grupki faworytów. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej zdobyte tego dnia utrzymał do ostatniego etapu z metą w Bolzano, gdzie zaatakował 28 kilometrów przed metą i wygrał „na solo”. Tego dnia oprócz oczywistych zdolności wspinaczkowych udowodnił również, że – jak to się po kolarsku mówi – potrafi zamknąć oczy i podjąć ryzyko niezbędne, gdy chce się zawalczyć o najwyższe laury. Realizator transmisji telewizyjnej pokazał, że na liczniku motocykla jadącego za Pellizzarim wyświetliła się przyprawiająca o zawrót głowy prędkość 96 km/h.
Muszę przyznać, że mam dużą przyjemność z oglądania tego kolarza na rowerze. Prezentuje się on znakomicie zarówno, gdy podjeżdża, jak i zjeżdża. Kiedy szosa się wznosi, jedzie płynnie i równo, a kiedy opada, nie dość, że świetnie wygląda na rowerze (polecam obejrzeć zjazd do Bolzano), to jeszcze ujmuje tą swoją iskrą zadziorności i młodzieńczym, ale jakże skutecznym szaleństwem.
Dziennik „La Gazzetta dello Sport” pisze, że występ Giulio Pellizzariego powiedział dużo o jego ambicjach względem tegorocznej edycji Giro d’Italia. Włosi wierzą w to, że jeśli ktoś jest w stanie dobrze prezentować się na drogach Euregio (austriackiego i włoskiego Tyrolu oraz Trydentu), to i w tej najważniejszej dla Włochów próbie będzie w stanie powalczyć o najwyższe lokaty. Od teraz cała kolarska Italia czeka już na najważniejsze trzy tygodnie w roku i bacznie będzie śledziła poczynania nowo narodzonej gwiazdy. É nata una stella.
W ubiegłym roku byłam na pierwszym etapie wyścigu Tour of the Alps, który rozpoczynał się i kończył w San Lorenzo Dorsino. Zapraszam do czytania i oglądania na ten temat: https://www.periodistamarta.pl/odwiedziny-na-wyscigu-tour-of-the-alps-zdjecia-video/

