Znakomite ściganie we wspólnocie autonomicznej Walencji z powodzią w tle

Tragiczna powódź z października 2024 roku nie pokrzyżowała planów organizatorom wyścigu Volta a la Comunitat Valenciana. 76. edycja miała wysoki poziom sportowy i - na przekór niszczycielskiemu zjawisku DANA - wyeksponowała piękno regionu tej hiszpańskiej wspólnoty autonomicznej.

Tragiczna powódź z października 2024 roku nie pokrzyżowała planów organizatorom wyścigu Volta a la Comunitat Valenciana. 76. edycja miała wysoki poziom sportowy i – na przekór niszczycielskiemu zjawisku DANA – wyeksponowała piękno regionu tej hiszpańskiej wspólnoty autonomicznej.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

DANA to skrót od hiszpańskiego określenia depresión aislada en niveles altos. Jest to zjawisko, które występuje, gdy zimne powietrze napotka ciepłe i wilgotne masy znad Morza Śródziemnego. Często zdarza się jesienią, gdy w tym regionie Europy kończy się pora letnia. Tym razem DANA była wyjątkowo niełaskawa dla mieszkańców przede wszystkim południowo-wschodniej Hiszpanii, ale także regionów Kastylia-La Mancha i Andaluzja. W samym regionie Walencji zginęły 224 osoby, a w całym kraju 232. Oprócz najdotkliwszych skutków, jakimi są stracone ludzkie życia, bardzo mocno ucierpiały budynki, infrastruktura czy samochody.

Skutki powodzi w miejscowości Benetússer / fot. Wikipedia/ CC BY-SA 4.0

Na początku listopada 2024 roku Ángel Casero, dyrektor wyścigu i były kolarz, udzielił wywiadu podcastowi magazynu Volata, w którym przyznał, że nie ma pojęcia, czy Volta a la Comunitat Valenciana w 2025 roku się odbędzie. To nie był czas na rozmawianie z władzami o wyścigu – wszyscy byli zajęci liczeniem ofiar, strat i sprzątaniem błota z tego, co ocalało. Dziś wiemy, że Casero i jego zespół wykonali potężną pracę, doprowadzając wyścig do skutku. Przed startem ostatniego etapu powiedział mediom, że za pośrednictwem tego wyścigu walencjanie chcieli powiedzieć światu, że żyją i idą do przodu.

Z powodu zniszczeń dróg i rozmaitych innych utrudnień spowodowanych powodzią, trasa wyścigu musiała zostać zmieniona. Jednak w żadnym stopniu nie dało się odczuć, że przez to była mniej atrakcyjna, a wręcz przeciwnie – oglądając Wyścig dookoła Walencji można było dobitnie przekonać się o pięknie tego górzystego regionu Hiszpanii z zapierającymi dech w piersiach widokami ze szczytów podjazdów i malowniczymi miasteczkami. Kolarze musieli zmierzyć się z wymagającym terenem, który znakomicie sprawdził dyspozycję po zimowych przygotowaniach.

Najmocniejszym kolarzem w całym wyścigu był Kolumbijczyk Santiago Buitrago z drużyny Bahrain-Victorious. 25-latek odniósł dwa zwycięstwa etapowe. Pierwsze na drugim odcinku, kiedy to kolarze mierzyli się z dwoma podjazdami drugiej kategorii: Coll de Rates, treningowej mekce kolarskiego świata, oraz kąśliwym Font de Partegat, który prowadził na metę. Po raz drugi zwyciężył czwartego dnia rywalizacji na trudnym, interwałowym etapie z Oropesa del Mar do Portell de Morella. Pomimo wielu prób ataków w dynamicznej końcówce, Buitrago pozostał cierpliwy i niespodziewanie – jak sam przyznał – uniósł ręce w geście triumfu. Ostatni etap do Walencji przejechał bezpiecznie w peletonie, eskortowany między innymi przez Kamila Gradka. W ten sposób Santiago Buitrago znakomicie rozpoczął ważny dla siebie sezon, w którym jako główny cel postawił sobie Tour de France.

Santiago Buitrago na mecie drugiego etapu wyścigu Volta a la Comunitat Valenciana / fot. Bahrain-Victorious

Hiszpanie kończą tę etapówkę ukontentowani nie tylko z powodu tego, że udało się ją zorganizować, ale także ze względu na Ivána Romeo z drużyny Movistar, który po 15-kilometrowej solowej ucieczce wygrał trzeci etap z metą w Alpuente. 21-letni Romeo jest obecnie jedną z największych nadziei hiszpańskiego kolarstwa. W ubiegłym roku został mistrzem świata orlików w jeździe indywidualnej na czas – na przekór wszystkim przewidywaniom. W swoim pierwszym wyścigu w sezonie potwierdza, że posiada coś, co w kolarstwie potocznie nazywa się „motorem”. Przy ponad 190 cm wzrostu i prawie 80 kg wagi potrafi utrzymywać wysoką moc w płaskim lub lekko pofałdowanym terenie, ale przy tym radzi sobie w terenie górzystym, co udowodnił na drugim etapie, gdzie długo utrzymywał koło Pello Bilbao. Hiszpanie widzą w nim kolarza na miarę Miguela Induraina (tak, wiem, to duże słowa, ale nie moje 😉), który będzie wygrywał wyścigi na czas i popisywał się takimi akcjami jak w Alpuente.

Iván Romeo wygrywa trzeci etap 76. edycji Volta a la Comunitat Valenciana / fot. Movistar Team

Przy okazji sukcesu Romeo w Walencji, hiszpańskie media rozpisują się o jego osobowości i kolarskiej drodze. Alexis Gandía, trener w drużynie Movistar, powiedział w rozmowie z Relevo, że jego „cyferki” pozwalają porównywać go do innych wielkich kolarzy o jego posturze – takich, którzy oprócz jazdy na czas czy po płaskim, potrafią się wspinać. Przyznał również, że to, jak wjechał na Font de Partegat było potwierdzeniem jego możliwości, a nie niespodzianką. Wskazuje się również na jego cechy charakteru, takie jak: profesjonalizm, pracowitość, inteligencję i dojrzałość. Na wypadek, gdyby zrobił wielką międzynarodową karierę, to mówi też dobrze po angielsku, co w Hiszpanii wcale nie jest takie oczywiste. Jego kolejne starty są zaplanowane z myślą o jeździe indywidualnej na czas: teraz wybiera się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich na UAE Tour, następnie pojawi się w Paryż-Nicea i Tour de Romandie. Movistar planuje dla niego również wielki tour i ma być to Tour de France albo Vuelta a España.

Z Walencji w dobrych humorach wyjeżdża również drużyna Lidl-Trek. Kolarze sponsorowani przez znaną sieć supermarketów otworzyli i zamknęli wyścig – wygrali etap jazdy drużynowej na czas i ostatni odcinek z metą w Marina de Valencia, gdzie Jonathana Milana profesorsko poprowadził do zwycięstwa doświadczony Edward Theuns. Ponadto dwa dni w koszulce lidera spędził Mathias Vacek, który jednakowoż nie przystąpił do ostatniego etapu. 22-letni Czech ma swoją drogą związki z Hiszpanią, ponieważ większą część roku spędza w Motril w prowincji Granada, gdzie trenuje razem ze swoim starszym bratem, Karelem, który zakończył kolarską karierę po ubiegłym sezonie. Vacek, podobnie jak Iván Romeo, posiada uniwersalne umiejętności – potrafi jeździć na czas, w wyścigach jednodniowych czy na szybkich finiszach.

Drużyna Lidl-Trek na mecie wyścigu Volta a la Comunitat Valenciana w Walencji / fot. Lidl-Trek

Jeśli zatem walencjanie chcieli pokazać, że trwają i kontynuują to, co robili przed DANĄ, to zdecydowanie im się to udało. Zorganizowali świetną edycję, która wyeksponowała piękno regionu i stworzyła fantastyczne warunki do ścigania kolarzom, którzy w tym regionie czują się niemal jak w domu, bo każdego roku spędzają tam minimum kilka tygodni przygotowując się do sezonu. A wszystko to pamiętając o ofiarach kataklizmu i tych, którzy stracili swoich bliskich.

Minuta ciszy upamiętniająca ofiary powodzi z 2024 roku przed startem ostatniego etapu / fot. Volta a la Comunitat Valenciana

Klasyfikacja generalna 76. edycji wyścigu Volta la Comunitat Valenciana:

Results powered by FirstCycling.com

Jeśli spodobał Ci się ten materiał, to możesz postawić mi wirtualną kawę, np. espresso, cappuccino lub latte: https://buycoffee.to/periodistamarta Będzie mi miło wypić „czarne złoto” w Twoim towarzystwie 🙂

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *